Dzień drugi

Żarty się skończyły. Robimy już konkretne przebiegi, pierwszy dzień zakończyliśmy na Węgrzech około 100km od granicy z Serbią. Pierwsza wyprawowa noc to też test dla wszystkich zastosowanych patentów – prysznica, hamaka, rozbijania i zwijania obozowiska, czy wreszcie dla ekspresu do kawy. Wszystko na razie spisuje się dobrze. Dzień zaczęliśmy pobudką o 5 rano, a na trasę ruszyliśmy o 6:30. Może tempo nie najwyższe, ale wprowadziliśmy też kilka poprawek w mocowaniu gratów na bagażniku dachowym, stąd pewien poślizg. Czuć, że jedziemy na wschód, chociaż kompas pokazuje raczej południe, ale Wschód to stan umysłu, a nie tylko kierunek.
Na drogach zaczynamy zauważać coraz więcej pojazdów Yugo (to oczywiste, skoro przecięliśmy całą Serbię), samochodów Łada Niva (których widok mnie osobiście bardzo cieszy), ale zdarzył się również Maluch!
Z ciekawostek społeczno-politycznych: potwierdzamy, że płot na granicy węgiersko-serbskiej rzeczywiście jest! Nie jest jakimś demonicznym potworem, jak to relacjonują media, ale muszę uczciwie przyznać, że jego istnienie jest w pełni uzasadnione, bo nie dalej jak 500 m od przejścia granicznego po stronie węgierskiej dało się dostrzec obóz dla imigrantów, który nie świecił pustkami. Jak już wspomniałem Serbię przecięliśmy i to dosyć szybko. Szczerze mówiąc niewiele widzieliśmy, no, może jeden mały smaczek polityczny zapadł mi w pamięć to billboard z Belgradu, na którym spece od PR z Gazpromu w sprytny graficzny sposób odwołali się do podobieństw w barwach narodowych Serbii i Rosji. My Krainę Niedźwiedzia omijamy tym razem, ale - jak widać – Miszka nie daje nam do końca o sobie zapomnieć.
Pierwsze dni to też oswajanie się z samochodem. Nie sposób nie odwołać się w tym miejscu do wyprawy Syberia 2013. Tam kierowców było 2 na 9 osób i jakoś daliśmy radę. Teraz 100% załogi jest kierowcami. To istny luksus! Pykamy sobie po kilka setek i zmiana. A co na te kilka setek mówi samochód? Na razie bez większych protestów. Zdarza mu się czasami nieprzyjemnym piskiem z tablicy rozdzielczej komunikować nam, że coś mu się nie podoba w smarowaniu silnika, ale to raczej niegroźna awaria któregoś z czujników. W każdym razie jedziemy dalej. A lekko nasz T4 nie ma. Może wspomniany silnik mały nie jest (2,4l), ale pod strome wzniesienia zdarza mu się zwolnić do 40 km/h. Za dużo bagaży? Wmawiamy sobie że to raczej kwestia opasłych zapasów żywnościowych i powtarzamy sobie, że „później będzie lepiej”.
Poniżej kilka zdjęć między innymi z bardzo - jak się okazuje - ładnego Płowdiwu. Tak, tak, jak widać chrzest bojowy przeszedł dron Parrot. Spisał się świetnie.

Janek


P.S.
W momencie powstawania tej relacji od Stambułu dzieli nas równe 600 km. Czy się dzisiaj uda zmienić kontynent dowiecie się pewnie jutro.

View the embedded image gallery online at:
http://chiny2015.pl/index.php?start=35#sigProGalleria2a042354a9

Święcenie

W przeddzień wyjazdu, w parafii w Aninie, odbyła się msza w intencji powodzenia wyprawy. Załoga wraz z towarzyszami stawiła się w komplecie. Po mszy został poświęcony pojazd, który czeka nie lada wyzwanie: zawiezie nas do Chin, a powróci w kontenerze.
Załogantom przypominamy słowa proboszcza, że sierpień jest miesiącem trzeźwości!

View the embedded image gallery online at:
http://chiny2015.pl/index.php?start=35#sigProGalleria91f74cbf3d

Wizy

Już prawie wszystkie mamy! Tym razem będzie ich aż 5. Dla porównania niewiele krótsza trasa nad Bajkał wiązała się ze zdobyciem jednej wizy. Tym razem, żeby nie było za prosto, to niektóre są tranzytowe, a niektóre normalne. Z całym tematem wizowania wiąże się całkiem skomplikowana logistyka, bo wizy trzeba zdobywać w jedynej niepowtarzalnej kolejności. Do tego dochodzą jeszcze problemy typu: Ambasada Kazachstanu zatrzymuje paszport na 7 dni, a Azerbejdżan wydaje wizy elektroniczne... na które czeka się 15 dni! Finalnie cały proces zajął nam 3 miesiące i wygląda na to, że wizę azerską wydrukujemy sobie po drodze. Zastanawiającym jest też fakt jak dziwnie do tematu wiz podchodzą państwa same je ustanawiające. Taki np. Uzbekistan do wizy wymaga poparcia - rodzaj zaproszenia, poświadczający, że dany turysta będzie na terenie Uzbekistanu pod opieką konkretnej firmy turystycznej. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że te owe poparcia są tylko proforma, a firmy je wystawiające są gotowe poświadczyć, że w najbliższym miesiącu pod ich opieką Uzbekistan odwiedzi cała reszta świata. Ale to w sumie nie jest ważne, ważne jest natomiast, że w całym tym systemie funkcjonuje jeszcze zmowa cenowa. Wszystkie instytucje wystawiające poparcia wizowe mają tę samą, niemałą cenę. Cóż takie koszty podróżowania.

Kopex Group

Twierdzenie, że Chiny są odległym krajem z ciekawą historią produkującym niskiej jakości produkty i zalewającym nimi świat jest dalece nieprawdziwe. Chiny to przede wszystkim ogromny rynek dla maszyn o najwyższych standardach jakościowych i wytrzymałościowych. Efektem ogromnej produkcji przemysłowej jest wysokie zapotrzebowanie na energię. Wydobycie węgla kamiennego w Chinach jest większe niż we wszystkich pozostałych krajach świata razem wziętych. Jest to niesłychanie ważny, ale też wymagający rynek zbytu m.in. dla Grupy Kopex.
Grupa Kopex jest liczącym się na świecie producentem i dostawcą wysokiej klasy maszyn i urządzeń oraz nowoczesnych technologii dla górnictwa. Znajduje się w światowej czołówce najbardziej innowacyjnych przedsiębiorstw branży górniczej. Wyrazem tego jest sukces rynkowy produktów Kopex, jak również liczne nagrody i wyróżnienia. Jest to firma ekspercka specjalizująca się w inicjowaniu i prowadzeniu projektów inwestycyjnych o ponadprzeciętnej stopie zwrotu na najbardziej obiecujących rynkach.
Podobnie jak nasza ekipa wyprawowa, Grupa Kopex to połączenie wizji, doświadczenia i entuzjazmu. Jesteśmy bardzo dumni z partnerstwa z Grupą Kopex. Udowadnia ono, iż takie pozornie szalone pomysły jak nasza wyprawa mają sens i budzą zainteresowanie przedstawicieli poważnego biznesu.

 

Webasto

Zimne noce czy inne niedogodności wynikające ze spędzania około 30 dni we wnętrzu w sumie małego samochodu w pięciu facetów nam nie grożą. To wszystko dzięki naszemu kolejnemu sponsorowi - firmie Webasto. Z pewnością większość z was kojarzy Webasto głównie z ogrzewaniem postojowym i słusznie. Ale to nie wszystko an co ją stać. Webasto to również klimatyzatory, agregaty chłodnicze, szyberdachy, systemy ogrzewania do wszelkich środków transportu. Polski oddział Webasto  jest również dystrybutorem grupy Dometic-Waeco oferującej całą masę produktów pomagającym miłośnikom Caravaningu czyli przemierzania naszej planety przy wykorzystaniu kamperów i przyczep kempingowych. Dzięki Webasto zainstalowaliśmy w naszym Chinobusie ogrzewanie postojowe, lodówkę, instalację prysznicową, kuchenkę gazową, ledowe oświetlenie oraz układ zasilający nasze gadżety w napięcie 230V. Zupełną fanaberią wydaje się ekspres do kawy na 12V, ale mając na względzie informacje, że na tej trasie ciężko o dobrą kawę (za wyjątkiem Turcji), gadżet ten staje się niezbędny. Jak cały ten sprzęt będzie się spisywał w trasie? Opowiemy wkrótce.

 

Parrot

Oprócz kilku lustrzanek, jeszcze większej ilości obiektywów, całkiem już przyzwoitych aparatów w telefonach tym razem mamy jeszcze jedno narzędzie do realizacji zamierzonego planu: Parrot Bebop. To kompaktowy dron z obiektywem 14 MP typu „rybie oko”. Firma Parrot podeszła do naszej współpracy bardzo ochoczo i ambitnie, gdyż oprócz samego drona do dyspozycji mamy kontroler Skycontroller. Cały zestaw pozwala na filmowanie w Full HD i robienie zdjęć z podglądem na żywo dla operatora, a jego zasięg to aż 2km! Mamy tylko nadzieję, że nie zostaniemy posądzeni o szpiegowskie intencje.