Wreszcie!

Mimo że my już dawno w domach z rodzinami - ba! - zagrzebani na nowo w obowiązkach służbowych, to jakaś część Wikiwyprawy Chiny 2015 jeszcze w podróży. Mam tutaj na myśli naszego busa. Trochę było z tym stresu, w końcu po miesiącu wrastania w jego fotele zostawiliśmy go na pastwę Chińczyków, a Ci na całe szczęście okazali się bardzo uczciwi.

Nasz agent, który pierwotnie zajmował się podstawieniem odpowiedniego kontenera w odpowiednie miejsce o odpowiednim czasie ze względów rodzinnych zaniedbał swoje obowiązki. Potem nastąpiła cała lawina nieszczęść. Kolejno okazało się, że armator nie chciał przyjąć naszego samochodu jako obiektu potencjalnie niebezpiecznego. Może umknęło to waszej uwadze ale mniej więcej na tydzień przed startem naszej wyprawy w porcie, z którego zamierzaliśmy odesłać do kraju busa miał miejsce wypadek. Jak na skale chińska to wypadek: w porcie w Tianjin doszło do wybuchu ładunku oczekującego na transport. Spłonęła spora cześć portu a śmierć poniosło kilkadziesiąt osób. W wyniku tego zajścia armatorzy zaostrzyli swoje podejście do ładunków przyjmowanych w tym porcie i tak nasz samochód uznano za niebezpieczny. Kiedy już udało się dogadać z armatorem i zapewnić go, że w samochodzie znajduje się minimalna ilość paliwa a na czas drogi akumulator będzie odłączony pojawił się kolejny problem. W Tianjin zabrakło wolnych kontenerów. Mniej więcej w tym momencie skończył się nasz czas operacyjny w Chinach i samochód został „pod opieką” agencji celnej, która zajmowała się odprawą. Dlaczego w cudzysłowie? Bo Pan Li – właściciel początkowo nie specjalnie palił się do naszej współpracy. Na tyle, że nie dostał od nas kluczyków od samochodu, które zapobiegliwie (jeden komplet) przykleiliśmy do wewnętrznej strony zderzaka. Szczęśliwie z czasem się namówił, sam ustalił koszty transportu i przeprowadził rozpoznanie co należy zrobić aby nasz nieco opasły samochód przygotować do drogi. W swoim czasie dostał odpowiednie wskazówki gdzie znajdzie kluczyki.

Wiele osób pytało nas czy nie prościej byłoby samochód tam porostu zostawić. Oczywiście uwzględniając niemałe kosztu transportu morskiego ten pomysł nie wydaje się bezzasadny a jednak to nie takie proste. Znowu cofnijmy się w czasie mniej więcej do momentu przekroczenia granicy kirgisko-chińskiej. To wtedy odpowiedzialny za kwestie formalne naszego wjazdu do Chin Taher wniósł tytułem poręczenia, że samochód Chiny opuści, kucję. Mimo kilku porób nie udało nam się ustalić ile taka kaucja wynosi. Szczerze mówiąc zaczynaliśmy już powątpiewać w jej istnienie. A jednak, kiedy tylko do świadomości Tahera dotarło, że my jesteśmy w Polsce a samochód nadal w Chinach wyraźnie się zaniepokoił. Co prawda nadal nie widomo ile ta kaucja wynosi ale sądząc po jego zdenerwowaniu istnieje i raczej nie jest to błahostka. Tak czy inaczej nie zamierzaliśmy samochodu zostawiać a zamieszanie wiązało się tylko z opóźnieniem jego wyjazdu.

Dzisiaj cała chińska przygoda chinobusa się kończy, po wielu uzgodnieniach, negocjacjach ceny i kilku pomniejszych perturbacjach z armatorami, samochód jest już w kontenerze i złożony w porcie czeka na swój statek. Potem jeszcze tylko kilka tygodni i znowu się spotkamy, tym razem w Gdyni. Będzie fajny prezent na Mikołajki :)

Janek

P.S.

Dla głodnych informacji co zniknęło z plecaka – były to baterie do drona. Okazuje się że, chińskie przepisy bezpieczeństwa lotów nie pozwalają na tak duża koncentrację akumulatorów w jednym bagażu. W moim przypadku było to 4 x 1200 mAh koncentracja koncentracją ale zniknęły wszystkie. W zamian w plecaku znalazłem stosowny protokół potwierdzający, że zniknięcie tych akumulatorów jest zniknięciem urzędowym!

View the embedded image gallery online at:
http://chiny2015.pl/index.php/50-wreszcie#sigProGalleria36f0a3a11d