Nic się nie dzieje

Zwykle, jak Jacek stwierdza, że nic się nie dzieje, sprowadza to na nas jeśli nie problemy to chociaż przygody. Ostatnio tak się właśnie nie działo. Jechaliśmy sobie spokojnie, odwiedzaliśmy kolejne zaplanowane miejsca i wtedy padło magiczne hasło.

Potem pierwsze, co nas spotkało, to dezinformacja w sprawie naszego kontenera. Zamówienie na transport samochodu zaginęło gdzieś między polskim a chińskim agentem. Traf chciał, że akurat mamy weekend i o ile w Chinach to nie problem, to Polska śpi. Musimy czekać, niby do jutra do 8:00 rano, ale w Chinach to będzie 14:00, więc dzień mocno już zaawansowany. Żeby nie kiblować bez sensu w porcie, podjęliśmy decyzję, że zmieniamy nieco kolejności na trasie i jedziemy najpierw do Pekinu.

Wg pierwotnych założeń mieliśmy do Pekinu dotrzeć bez samochodu, a tu niespodzianka! Te-czwórka turla się po Tiananmen. Ze względu na całą tę logistykę nocleg też nam wypadł w Pekinie.

Od kiedy jedzie z nami Sadik, mamy nieco inny system noclegu niż do tej pory. Nie nocujemy za miastem w otoczeniu pól, lasów, rzek i jezior, tylko w najbliższej okolicy hotelu, w którym zatrzymał się Sadik. Tym razem był jeden problem. Pekin - jak to stolica, a na dodatek nie byle jakiego państwa - rządzi się swoimi prawami. Hotelu, który umożliwiałby nam nocleg w pobliżu, a jednocześnie był rozsądny cenowo dla naszego przewodnika, nie było. Zatem rozwód. Sadik idzie gdzieś (nie wiemy, gdzie się podział) a my zostajemy przy 5* hotelu, przy którym akurat wyczailiśmy potencjał kempingowy, dostęp do toalety i wifi. Zostawiliśmy samochód i ruszyliśmy w poszukiwaniu unoszących się w powietrzu aromatów chodnikowej chińszczyzny. Po powrocie część wycieczki rozsiadła się we foyer, jak panowie.

Po chwili zaniepokoił nas jednak podjeżdżający pod hotel radiowóz. Po kilku następnych chwilach niepokoje się urealniły. Sławek i Waldek przyszli do nas w towarzystwie hotelowej ochrony i policjantów. Na całe szczęście była to tylko kontrola paszportów. Nic więcej od nas nie chcieli. W spokoju, że nasza sytuacja jest usankcjonowana kontynuujemy eksploatację hotelowych dobrodziejstw.

To wszystko, co tak znudziło Jacka i skłoniło do twierdzenia, jakoby nic się nie działo, to: odwiedziny w Datong (zdecydowanie im dalej na wschód tym miasta chińskie tracą egzotyczny charakter na rzecz uniwersalnych międzynarodowych wielkomiejskich standardów, co nieszczególnie przypadło nam do gustu), odwiedziny na Wielkim Murze (ten z kolei chociaż podobno widoczny z kosmosu trochę się przed nami chował, ale go znaleźliśmy), Zakazane Miasto i Tiananmen (plac to i owszem, robi wrażenie, ale Zakazanego Miasta nie było nam dane zobaczyć, bo spóźniliśmy się 5 minut po bilety). Jutro wracamy do pierwotnej marszruty i przed południem naszego czasu wyruszamy do portu. Zobaczymy, co uda nam się wskórać.

Janek

P.S.
Dzisiaj małe święto: Sławek miał urodziny. W związku z tym, tradycyjny, codzienny, chodnikowy „chińczyk” stał się świątecznym, pekińskim, chodnikowym „chińczykiem”.