Miasta

O drogach już było, o turystach też już było, teraz pora na miasta. Ze względu na naszą lokalizacje i to, że w Chinach spędzamy najwięcej czasu w trakcie wyprawy, skupię się właśnie na tutejszych miastach.

Było już trochę o Kaszgarze, ale to miasto jest wyjątkowe i od ogółu odstaje, chociaż nie we wszystkim. Jeżeli chodzi o styl przemieszczania się Chińczyków po miastach to, jak na razie, wszędzie wygląda tak samo. Totalny chaos. Zasada ograniczonego zaufania nabiera innego znaczenia niż w Europie. Chińczycy, ze wszystkich odwiedzonych przez nas nacji, jeżdżą wg naszych, polskich, standardów, najgorzej. Ale czy tak jest rzeczywiście? Czym mierzymy najgorszość kierowców? W nieprzewidywalności? W niestosowaniu się do przepisów? W chaotyczności? Wszystkie te cechy mają nie tylko chińscy kierowcy, ale i piesi.

Jeżdżąc po Chinach trzeba być przygotowanym na wszystko, absolutnie wszystko. Nawet pas serwisowy na autostradzie nadaje się do ruchu pod prąd trójkołowym mini pickupem. To samo miejsce świetnie nadaje się na spotkanie towarzyskie. Oczywiście, wszyscy uczestnicy, ze względu na porę nocną, są przyozdobieni w odblaskowe stroje.

Autostrada - ze względu na swój liniowy charakter - narzuca jakiś kierunek, w tę lub pod prąd. Miasto za to nie narzuca nic. Można jeździć i łazić gdzie się chce. A Chińczyk jeździć lubi, oj tak! Zazwyczaj na elektrycznym skuterze lub motorowerze.

W mniejszych, biedniejszych okolicach funkcjonują jeszcze rowery, ale to już margines. Drugą grupą pojazdów są trójkołowe, elektryczne lub rzadziej spalinowe mini pickupy (również do przewozu osób). O tyle, o ile jednoślady są dla kierowcy raczej czymś w rodzaju natrętnej muchy, o tyle te pojazdy, ze względu na znaczne gabaryty, nie są pomijalne. Na elektrycznym skuterze może jednorazowo jechać od jednej do kilku osób, a pickupem pasażerskim nawet kilkanaście. Wszystkie pojazdy elektryczne mają tę wadę, że są w zasadzie bezszelestne, poza nadużywanym klaksonem.

Kolejna grupa to samochody. Nie jest ich dużo. Są średniej wielkości. W miastach widzimy dużo taksówek. Warszawskie złotówy to przy swoich chińskich odpowiednikach uczynne anioły. Taki szofer o żółtej skórze, wpycha się absolutnie wszędzie, trąbi ile wlezie i czuje się właścicielem drogi. Na skrzyżowaniach z sygnalizacją świetlną zawsze jest nam zwracane uwagę klaksonem, że mimo braku jeszcze światła zielonego, już się spóźniliśmy z ruszeniem.

Większe chińskie miasta mają specjalne udogodnienia organizacyjne ułatwiające poruszanie się, a skierowane do masy elektrycznych wynalazków. To system uliczek, podobnych do ścieżek rowerowych, przeznaczonych dla mniejszych pojazdów. Tak samo, jak przestrzegane jest tutaj stosowanie kasków na jednośladach, tak samo jest z używaniem tych dodatkowych pasów czyli prawie wcale. Nagminne jest jeżdżenie na czerwonym świetle, jeżdżenie pod prąd, wymuszanie pierwszeństwa, wpychanie się, o trąbieniu już nie wspominając. Taki oto Chińczyk jadąc lub idąc po/wzdłuż dowolnej drogi, chyba tylko czyha, kiedy to w jego zasięgu znajdzie się inny użytkownik drogi, aby móc mu wejść w paradę. Tutaj, do poruszania się, potrzebne jest przede wszystkim bardzo dużo zdecydowania, inaczej nie ma szans na włączenie się do ruchu. Dzisiaj byliśmy świadkami, jak przejeżdżając na sygnale przez skrzyżowanie karetka nieomal zostałaby staranowana, bo nikt ani myślał ją przepuścić. Liczą się tylko: ja, mój pojazd i mój cel. Smaczku dodaje jeszcze kwestia oświetlenia. Pojazdy mają albo światła drogowe albo wcale. Pomimo wszystko wypadków nie ma. To jak to jest z tą najgorszością?

Poruszanie się po mieście, zwłaszcza dla nas, obcokrajowców, nie jest łatwe. Na chodniku cały czas mamy wrażenie jakby nasze życie ograniczało się do tego, kiedy i czy zostaniemy tylko inwalidami czy stracimy życie w wyniku rozjechania przez jakiegoś szalonego kierowcę. Chińczycy są wyraźnie spokojniejsi i skupiają się na innych kwestiach, np. na własnym zdrowiu. Popularnym atrybutem mieszczanki jest maseczka. Ma chronić przed zanieczyszczeniami, a także chorobami przenoszonymi droga kropelkową. Popularne jest też szczelne zakrywanie twarzy maseczką, chustą i okularami, przy czym nie ma to nic wspólnego z wiarą. Jest to raczej trend zbliżony do japońskiej niechęci do opalenizny.

Chińskie miasta wstają wcześnie rano. Wzmożony ruch zaczyna się już przed świtem wraz z pierwszymi zamiataczami. Spać idą późno, a przed snem chińskie miasta lubą jeszcze coś zjeść. Szczyt oferty gastronomicznej przypada mniej więcej na porę tuż po zmroku. Wtedy otwartych knajp i gości w nich jest najwięcej. Jedzony jest głównie makaron, ryż i warzywa, ale też mięso. Mięso jest zazwyczaj ostrawe, dosyć tłuste i skąpane w ciemnym sosie. Chińczyk przy jedzeniu jest obrzydliwy: siorbie, mlaszcze, popycha paluchami i wyjada bezpośrednio twarzą z talerza lub miski.

Miasta generalnie po zmroku żyją, w parkach i na placach odbywają się zajęcia z tradycyjnych sztuk tańca. Wczoraj spotkaliśmy pana, który w towarzystwie kolegi, za pomocą specjalnego, samodzielnie zrobionego pędzla o długości około jednego metra, malował wodą na chodniku co mniej popularne znaki – tak, dla utrwalenia.

Mieszczuchy sporo kręcą się też po świątyniach, głównie buddyjskich. Meczetów, pewnie ze względu na to, że islam jest nowszą religią na tych terenach niż buddyzm, w centrum raczej nie ma. Do Buddy się przychodzi, zapala kadzidło, trochę pokiwa i idzie się dalej.

Wzmożone życie po zmroku nie oznacza, że w ciągu dnia jest cisza i spokój i wszyscy siedzą w biurowcach. Absolutnie nie. Byliśmy zszokowani jak dużo ludzi, spędzających czas na spotkaniach towarzyskich, spotykamy np. w parkach.

Skoro o zmroku mowa. Ciemności chińskie miasta nie lubią. Lubią za to kolory, miganie i przepych w oświetleniu. Zdarzają się zarówno miejskie latarnie ze wstawkami we wszystkich kolorach tęczy, jak i hotele czy biurowce oświetlone nie gorzej niż niejedna europejska stolica przed świętami Bożego Narodzenia. Powszechna jest nowoczesność, oświetlenie to oszczędne diody LED, a latarnie są wyposażone we własne panele fotowoltaiczne.

W ogóle zużycie prądu jest ogromne. Przykładem mgą być stoiska gastronomiczne: każde z nich posiada indywidualne oświetlenie realizowane przy użyciu świetlówki energooszczędnej lub tradycyjnej żarówki o mocy nie mniej niż 100W.

Tak więc jedziemy, oglądamy, chłoniemy kolejne miasta. Jedne bardziej buddyjskie, inne bardziej muzułmańskie, a wszystkie podobnie zlaicyzowane przez rewolucje, a teraz jeszcze niezawładnięte boomem urbanizacji.

Janek

View the embedded image gallery online at:
http://chiny2015.pl/index.php/43-miasta#sigProGalleria6e1d6d9a71