Pan czy fan?

Turpan czy Turfan? Tego chyba nie wie nikt, bo nawet sami mieszkańcy tego miasta nie są zgodni co do nazwy. Nie to jednak jest najważniejsze. A więc co? Dwie rzeczy: Depresja Turpańska i turpański system wodny. Czyli druga co do głębokości na świecie depresja oraz jedno z trzech najważniejszych osiągnięć chińskiej inżynierii.

Depresji szerzej tłumaczyć nie muszę. To obszar na powierzchni ziemi, którego wysokość znajduje się poniżej poziomu morza stanowiącego układ odniesienia. Depresje zdarzają się nawet w Polsce. Mamy swoją własną depresję: Raczki Elbląskie -0,7 m n.p.m.

Turpański system wodny jest czymś niepowtarzalnym. Gdy wraz z wiosną w Tien Szanie zaczynają topnieć śniegi, miliony hektolitrów wody spływają po zboczach gór wprost do Turpańskiej Depresji. Starożytni mieszkańcy Turpanu zauważyli tę zależność i zamiast siedzieć z założonymi rękami i urągać na skomplikowane warunki wodne, postanowili działać. Na powierzchni tysięcy hektarów wykopano dziesiątki tysięcy kilkukilometrowych tuneli równoległych do powierzchni ziemi. Poziome tunele opadające lekko w kierunku miasta posiadały równomiernie rozmieszczone studzienki łączące je z powierzchnią ziemi. Cała ta operacja miała na celu poskromienie gospodarki wodnej narzuconej przez naturę. W jej wyniku woda spływająca z gór trafiała do tuneli i była tam magazynowana. Tunele pełniły i pełną dwie funkcje: rezerwuaru i akweduktu. Woda spływająca w sposób naturalny wylewa się na powierzchnię doliny i bardzo szybko odparowuje. Temperatura  w tych okolicach latem oscyluje wokół 50 st C. Woda zmagazynowana w dziesiątka tysięcy tuneli była schowana przed promieniami słonecznymi, a tempo jej spływania zostało spowolnione. A to wszystko po to, by wykorzystując naturalne zasoby wody jak najefektywniej korzystać z niezwykle urodzajnej okolicznej gleby.

W dzisiejszych czasach takie przedsięwzięcie może nie byłoby najtańsze, ale jego wykonanie zajęłoby góra parę lat. Spróbujmy sobie jednak wyobrazić jakim wysiłkiem powstał ten system. Wszystkie jego elementy, czyli studnie i kanały były drążone ręcznie. Urobek na powierzchnię transportowano konną windą przy użyciu prymitywnych urządzeń. Do tego trzeba było wyznaczyć pod ziemią kierunki tuneli. Całość robi imponujące wrażenie, a efektu dopełnia informacja, że system działa do dziś.

A sprawcą całego zmieszania jest suszona forma winogrona czyli rodzynek. Jeżeli jest woda, żyzna gleba i wysokie temperatury to jest wszystko, co jest potrzebne do wyhodowania owoców winogron, a następnie ich ususzenia. Okolice Turpanu zaopatrują w ten przysmak całe Chiny i nie tylko. Turpan leżał oczywiście na trasie Jedwabnego Szlaku, co tylko stymulowało kolejnych gospodarzy do zajęcia się produkcją rodzynek. Jak rosną winogrona wie każdy, ale nie każdy wie, jak się je suszy w Turpańskiej Depresji. Ten proces tradycyjnie, aż do dnia dzisiejszego przebiega w specjalnie do tego zbudowanym pomieszczeniu, które zwykle znajduje się na piętrze domu mieszkalnego. Ma ono kształt prostokąta, a jego ażurowe ściany są wykonane z glinianych cegieł. Przed bezpośrednią operacją słoneczną i deszczem jest osłonięte dachem. W takich warunkach na drewnianych wieszakach schną sobie w spokoju całe kiście winogron zmieniając się z czasem w rodzynki.

W okolicach Turpanu odwiedziliśmy też groty buddyjskie. Szału nie ma. Obiekt raczej zapuszczony, a niegdyś ograbiony z najatrakcyjniejszych elementów wyposażenia. Grot udostępnionych zwiedzającym jest kilka, choć podobno w kompleksie jest ich więcej. Te ukryte przed zwykłymi turystami są podobno w lepszym stanie i są udostępniane specjalnym gościom po adekwatnie specjalnej cenie.

Po zwiedzeniu okolic Turpanu opuściliśmy dzisiaj prowincję Xinjang i podążamy na wschód. Na zegarku przybyły nam kolejne i ostanie już 2 godziny. Tym samym operujemy w czasie pekińskim. Plan na jutro to okolice Dunhuang.

Janek