Glina

Po dzisiejszym dniu możemy już powiedzieć, że coś o Kaszgarze wiemy.

Był jedynym - na całym Jedwabnym Szlaku – miejscem, gdzie spotykali się wszyscy. Kaszgar został przez Jedwabny Szlak ulepiony. Oczywiście, możemy sobie tylko wyobrażać jak powstawało to miasto, ale z pełną odpowiedzialnością możemy powiedzieć, że na całej naszej trasie (jak do tej pory) nie było tak wyjątkowego miasta.

Nie jest to miasto duże, zwłaszcza jak na chińskie standardy, nieco ponad 300 tys. mieszkańców. Powierzchnia też nie powala. Spokojnie dzisiaj obeszliśmy dookoła szeroko pojęte centrum. Na obrzeżach nowoczesność. Autostrady, blokowiska, nowoczesne budowle użyteczności publicznej. W środku koncentrycznego układu urbanistycznego Stare Miasto. „Stare” to za dużo powiedziane. Stara część miasta jest sukcesywnie wyburzana i odbudowywana. Z autentycznie najstarszej części zachował się już tylko fragment.

Jest to zabudowa wyjątkowa. Stary Kaszgar był zbudowany z gliny pomieszanej ze słomą z elementami drewnianymi. Z gliny powstawały cegły, z nich z kolei powstawało coś, co w Europie nazwalibyśmy murem pruskim. Taka konstrukcja była tynkowana przy użyciu masy z gliny i słomy. Całość ma więc jednolity kolor i wynikający z ograniczeń technologii kształt. Zabudowa jest w przeważającej większości parterowa. Gdzieniegdzie pojawiają się stropy – drewniane pokrywane, oczywiście, posadzką z gliny. Do tego dochodzą naturalne nierówności terenu i swobodne podejście do wyznaczania granic nieruchomości. Domy, kamienice - jak je zwał, tak je zwał - są małe i raczej ciasne. Z pewnością nie można o nich powiedzieć, że są zadbane. Władzy niespecjalnie widać odpowiadał taki stan rzeczy i - jak już wcześniej wspomniałem – władza wyburza i odbudowuje starówkę. Zabudowa nowej starówki jest oparta na współczesnych technologiach z elementami imitującymi pierwotny wygląd.

Mentalności ludzi jednak nie da się zmienić. Nowe budynki są z powodzeniem kolonizowane po staremu. Przed umiejscowionym na parterze warsztatem kowalskim stoi przywiązany koń. Gdzieś indziej, przed szaszłykownią, czeka na swój czas owca. I tak dalej. Nie ma tu wylansowanych kameralnych hotelików i knajp. Wszystko jest użytkowe, nie ma w zasadzie nic pod turystów. Tych w Kaszgarze jest bardzo mało i większość już znamy z granicy. Takich miejsc w dzisiejszych czasach już prawie nie ma. Kiedy kupujemy herbatę czy szaszłyka wiemy, że jest to produkt, który powstał nie dla nas, nie dla Europejczyków, tylko dla mieszkańców Kaszgaru i jest naprawdę oryginalny.

Skoro już jestem przy mieszkańcach to jest to osobny bardzo duży temat. Aby wyjaśnić jak powstała lokalna społeczność, odwołam się do procesu powstawania gliny. Żeby powstała glina potrzebne są odpowiednie składniki w odpowiednich proporcjach. Pył, ił, piach… Kirgizi, Ujgurzy, Chińczycy… powinienem jeszcze dodać wyliczankę języków, ale się nie podejmę, bo mam wrażenie, że każda osoba mówi w innym. Alfabetów też jest przynajmniej kilka, poza arabskim jest kilka opartych o chińskie znaki. Dzięki temu ulice są wyjątkowo barwne. Muzułmanki (Kaszgaria jest w przewadze muzułmańska) w kolorowych chustach, Chinki ubrane jak Europejki, Kirgizki o uzębieniu rodem z ZSRR. Z jedzeniem jest tak samo. Podobnie z ofertą handlową. Jest absolutnie wszystko, no, może z wyjątkiem wieprzowiny.

Ludzie są bardzo życzliwi. Mało, że pozwalają na robienie sobie zdjęć, to często sami o to proszą. Poza tym ludzie żyją normalnie. Może z tą drobną równicą względem Europejczyków, że więcej z nich utrzymuje się z pracy własnych rąk rozumianej wprost. Są producenci drewnianych tralek z tokarkami, producenci garnków z miedzianej blach wykuwający je na ulicy. Jest mnóstwo „restauratorów”, wirtuozów czarowania przysmaków w skrajnie prymitywnych warunkach. Nie ma kas fiskalnych i Sanepidu. Pracują, zarabiają, żyją. Wkrada się jednak współczesność. Kiedyś Chiny stały rowerami, dzisiaj skuterami. Na nasze szczęście są to delikatne skutery elektryczne. Ich kierowcy nie wyznają żadnych świętości. Dźwiękiem klaksonu można nawet zagłuszać stojącego nie dalej jak 5 metrów muezina. Chcąc się trochę zbliżyć i zobaczyć z bliska życie Kaszgarczyków poza obszernym spacerem wieczorem, wybraliśmy się zjeść jak lokalesi.

Jeszcze wczoraj wykryliśmy gastronomiczny bazar czynny od zmierzchu przez około 2 godziny. Chłopaki zasadzali się na: flaki, żeberka, kurczaka, nóżki, łeb owcy i smażoną rybę. Ja zostałem przy makaronie z warzywami. Chłopaki przy drobnym wspomaganiu nie wymiękli i spróbowali wszystkiego. Nikt z nas się nie zawiódł wszystko było smaczne, a czy świeże - dowiemy się jutro. Do konsumpcji w takim miejscu trzeba albo wygłodniałych podróżników, albo dużej tolerancji na warunki sanitarne. Nie można powiedzieć, zawsze jest gdzie umyć ręce. Ale na tym higiena się kończy. Pan podający żeberka rzuca je na brudną wagę, po czym tą samą ręką kasuje ustaloną kwotę, a następnie rąbie produkt wytartym o fartuch tasakiem. To i tak jeden z łagodniejszych przypadków. Konsumenci nie są o wiele lepsi. Po zjedzeniu żeberek czy owczej głowy pozostałe kości rzuca się po prostu pod stół. To samo jest z pałeczkami, butelkami, serwetkami itd. Ci wrażliwsi restauratorzy rozstawiają pod stołami wiadra, ale to mniejszość. Byliśmy też w tym miejscu w ciągu dnia. Służby porządkowe działają bez zarzutu, miejsce jest nie do poznania. Ciekawostką jest stosowanie torebek foliowych. Mają one dwa zasadnicze zastosowania. Jako opakowanie to jasne np. w przypadku żeberek, ale stosuje się je też na produkty płynne jak mleko, rosół. Drugie zastosowanie to nakładka na porcelanowe naczynia wielokrotnego użytku dla gości. Zamiast - w warunkach ograniczonej dostępności do wody - myć naczynia, po prostu przyobleka się je w cienki celofanik i zapełnia ryżem, makaronem, zupą i czym tam sobie kto zażyczy.

Po wizycie w Chinach można inaczej spojrzeć na europejską politykę ekologiczną. Warto też zaznaczyć, że restauracje są mobilne, tzn. poruszają się na własnym zawieszeniu lub na plecach restauratora.

Co jutro? Z grubsza to samo. Jedną z największych atrakcji Kaszgaru jest niedzielny bazar. Nie możne nas tam zabraknąć. A wieczorem, pewnie znowu pójdziemy zjeść jak Kaszgarczycy.

Janek

View the embedded image gallery online at:
http://chiny2015.pl/index.php/36-glina#sigProGalleria42eb10d2df