Siedem cmentarzy i wesele

Im bardziej zagłębiamy się w Uzbekistan, tym bardziej nam się podoba. Im bardziej na wschód, im bliżej Taszkientu, tym Uzbekistan staje się sympatyczniejszy. Drogi są równiejsze, krajobraz bardziej zielony i atrakcji jakby więcej.

Od bladego, a nawet ciemnego świtu, fotografowaliśmy cmentarze. Wczoraj wieczorem dotarliśmy do cmentarza w Kanimech i tam nocowaliśmy. Następnego dnia były dwa cmentarze w Karmanie. Do kolejnego w Guzaru musieliśmy odjechać kilkadziesiąt kilometrów na południe. Guzar był chyba najbardziej oddalonym na południe punktem naszej trasy. Z tego miejsca od Afganistanu dzieliło nas jedynie 200 km.

Po Guzarze kolej na cmentarze w Jakkabog, Szachrisabz i Kitab. Do wszystkich cmentarzy mieliśmy w miarę precyzyjne współrzędne, jednak w gąszczu uliczek bywało różnie. Na szczęście, przypadkowi mieszkańcy zapytani o te punkty, w każdym przypadku wiedzieli o co pytamy i byli bardzo pomocni. Uzbecy, generalnie, im bardziej na wschód, tym są milsi. Zdarza się, że nawet na drogowych posterunkach pozdrawiamy się z policjantami machaniem i odjeżdżamy bez zaczepki.

Dzisiejszy dzień to jeszcze jeden ważny dla nas punkt – połowa trasy! Na razie ciężko wskazać, gdzie to konkretnie miało miejsce, bo trasa jest niewiadomą w sumie aż do chwili odstawienia samochodu do portu.

Przed ostatnim punktem dnia, czyli noclegiem, była Samarkanda. Miasto Timura i jedno z najważniejszych miast dzisiejszego Uzbekistanu. Obejrzeliśmy z grubsza, na tyle ile się dało, najważniejsze obiekty miasta. W samym centrum usłyszeliśmy głośną muzykę dochodzącą z czegoś na kształt stadionu lub hali widowiskowej. Postanowiliśmy, że w drodze powrotnej zbadamy o co chodzi. Jak się później okazało decyzja, żeby zbadać to zjawisko dopiero na powrocie była opatrznościową.

Głośna muzyka towarzyszyła bowiem przyjęciu weselnemu. A odbywało się ono w dziwnym miejscu, ale dostosowanym do klimatu Uzbekistanu. Budynek składał się przede wszystkim z dachu, a ściany miał tylko częściowo. Całość wyglądała bardzo porządnie i estetycznie. W środku bawiło się kilkaset osób. Przez chwilę przyglądaliśmy się z dala, ale po jakimś czasie stało się dla nas jasne, że wejście jest niestrzeżone. Wiedziony ciekawością podjąłem próbę wejścia. Sukces, kilka zdjęć i brak reakcji ze strony gości. Coraz śmielej wchodziłem dalej, cały czas bacznie obserwując czy nikomu to nie przeszkadza. W pewnym momencie podszedł do mnie Uzbek. Byłem prawie pewny, że zostaną mi wskazane drzwi, tym bardziej, że ani czystością ani ubiorem nie grzeszyłem. Tymczasem usłyszałem pytanie skąd jestem. Uzbek objął mnie ręką za ramię i zaprosił do poznania jego przyjaciół. Szybko zaznaczyłem, że nie jestem sam i już za moment zaproszeni byliśmy wszyscy. Zaproszeni to mało powiedziane, gotowe były już miejsca przy stole, kieliszki się napełniały, a bariery językowe ustępowały. Waldek, Darek i Jacek wylądowali przy stole, my ze Sławkiem wykręciliśmy się „na kierowcę”. Naszą swobodę wykorzystaliśmy przede wszystkim na robienie zdjęć i rozmowy. Okazało się, że nie trafiliśmy na byle kogo. Wesele jest na 500 osób i jest otwarte na wszystkich… poza Cyganami, których faktycznie dużo kręciło się przed wejściem. Państwo Młodzi wesele wyprawili w Samarkandzie, ale na co dzień mieszkają wraz z całymi rodzinami w Nowym Jorku. Rozmach był widoczny w każdym punkcie i momencie. Za konferansjerkę odpowiadał ktoś pokroju uzbeckiego Krzysztofa Krawczyka. Całości przygrywała orkiestra. Na przyjęciu zabawiliśmy, a w zasadzie nasza reprezentacja, mniej więcej pół godziny, w trakcie których: spróbowali kilku potraw, uczestniczyli w 5 uczciwych kolejkach i… może lepiej nie będę wchodził w szczegóły. Na do widzenia dostaliśmy uzbeckie wino. Podsumowując, jeszcze parę godzin wysłuchiwaliśmy ze Sławkiem żali, jaką to zbrodnię popełniliśmy wyciągając ich z raju. Tak czy inaczej doświadczenie to było bardzo ciekawe i z pewnością zapamiętamy je do końca życia.

Poza tym po staremu. Jedziemy, kupujemy paliwo w rozmaitych miejscach, obracamy milionami.

Na koniec jeszcze jedna uwaga na temat Uzbekistanu. Wg nas nie działa tu usługa bezprzewodowej transmisji danych. Z zasięgiem jest generalnie problem, chociaż im bardziej na wschód tym lepiej. Nawet gdy udaje się złapać zasięg, to sieć uniemożliwia przesył danych. Dlatego też relacje chociaż powstają na bieżąco to dotrą z opóźnieniem, za co przepraszamy.

Janek