Mozaika (i) Daewoo

Wczoraj wieczorem, jak na nas to nawet nie taki późnym, dotarliśmy do Chiwy. Zanim poszukaliśmy ustronnego miejsca na nocleg, połaziliśmy trochę po pustym, starym mieście. Jak na standardy uzbeckie - starówka jest bardzo ogarnięta. Nawet iluminacja jest!

W dzień cała starówka zaczęła zdecydowanie żyć. Jak na liczbę turystów, jaką tam spotkaliśmy, mnogość straganów jest ogromna. Generalnie, starówka jest bardzo ładna: sieć niepowtarzalnych uliczek, na elewacjach kolorowe mozaiki. Trochę brakuje tam jednak mieszkańców. W czasie naszej pierwszej, nocnej wizyty zauważyliśmy raptem kilka zamieszkanych budynków i były one raczej na jej obrzeżach.

Jest tylko jeden problem – problem z dojazdem. Skoro to starówka, taka wielka atrakcja turystyczna Uzbekistanu, to szkoda, że aby tam dojechać trzeba mieć zawieszenie samochodu oparte o kosmiczne technologie. Z drugiej strony, tutejsza flota, z tego co widać, w kosmiczne technologie wyposażona nie jest.

Teraz będzie motoryzacyjne. Po Uzbekistanie jeżdżą w zasadzie tylko Daewoo / Chevrolety. Pula modeli jest ograniczona do około pięciu, przy czym dominują dwa: Nexia i Damas. Ten pierwszy przeszedł małą kosmetykę w stosunku do wersji znanej z polskich dróg. Natomiast Damas jest nam zupełnie nieznany, a tutaj stanowi podstawę transportu publicznego. Mieści niezliczoną ilość pasażerów w karoserii niewiele większej niż Tico. Damas zazwyczaj porusza się po tutejszych duktach bardzo dziarsko. Łady, Wołgi i Moskwicze stanowią w krajobrazie Uzbekistanu margines, więc ulice wyglądają bardzo monotonnie. Tym bardziej, że ¾ samochodów jest biała i różnią się tylko kształtem.

A propos dróg, to niewiele się poprawiło. Odkryliśmy dzisiaj kawałek autostrady, kilkadziesiąt kilometrów za Chivą w kierunku Buchary. Autostrady jest około 130 km i drugie tyle jest w budowie. Cały ten docinek wiedzie przez pustynię, co prawda lekko zarośniętą, ale jak na taki dystans to widok bardzo nudny. Jak to z pustynią bywa, temperatura też była nieprzyzwoita. Nasze pomiary sugerowały około 40 st.

Coraz śmielej odnajdujemy się w systemie zaopatrzenia w paliwo. Wyrabiamy sobie intuicję gdzie da się nabyć ten pożądany produkt. Umownym znakiem jest butelka ustawiona przy drodze. Tak, po prostu butelka: po wodzie, coli, itp. Żeby nie było tak prosto - to nie zawsze jest butelka! W punktach, które są oczywiste dla Uzbeków, nie ma żadnej podpowiedzi. I tu właśnie przydaje się intuicja. W takich nieoficjalnych punktach dystrybucji paliwa cena jest bardzo płynna. Jako obcokrajowcy, zazwyczaj najpierw słyszymy cenę zupełnie od czapy. Nauczyliśmy się jednak, że takie propozycje trzeba negować, a następnie wysuwać swoją, równie od czapy, po to, by spotkać się w rozsądnym punkcie. Nic nadzwyczajnego, zwykłe targowanie się, ale jednak na Orlenie nie robi się tego codziennie.

Janek