Szklane domy

Wczorajszy dzień zakończyliśmy bardzo późno, o drugiej w nocy czasu lokalnego, za to w pięknych okolicznościach przyrody, przy pełni księżyca na plaży Morza Kaspijskiego. Rano słońce ukazało pewne mankamenty tego miejsca. Azerzy mają bardzo swobodne podejście do pozostawiania po sobie śmieci. No, trudno, my po sobie śmieci nie zostawiamy tylko zawsze wszędzie wszystko grzecznie wieziemy do prawdziwego śmietnika, a nie takiego zwyczajowego.
Azerzy to w ogóle bardzo dziwny naród. Niby muzułmanie, ale meczetów nie jest jakoś strasznie dużo. W czasie naszych zwykle 19 godzin dziennej aktywności  muezinów nie słyszymy w ogóle. Widać, że Azerowie naturę mają raczej bałaganiarską i flejowatą, ale czasami zaskakują nas zupełnie nie pasującym do otoczenia elementem, jak np. luksusowy nowy hotel stojący w otoczeniu warsztatów, zwyczajowych śmietników i z widokiem na autostradę.
Podobnie w Baku. Obrzeża są brzydkie, nieuporządkowane i biedne, a centrum czyste posprzątane i oświetlone taką ilością żarówek, diod, neonów, że Baku widziane z kosmosu musi być bardzo jasnym i kolorowym punkcikiem. Może nie jest to Las Vegas, ale Amerykanie mogą czuć azerski oddech na plecach.

Skoro jestem przy przedmieściach... Wczoraj szukaliśmy miejsca na nocleg w miarę blisko morza, a jak się da, to na plaży. W końcu znaleźliśmy odpowiednie miejsce, ale w tej sprawie przebijaliśmy się dobre pół godziny przez gąszcz wąskich, krętych, wyboistych ścieżek, bo trudno je było uznać za drogi. Cały czas po obu stronach ciągnęły się wysokie mury posesji. W tym miejscu na chwilę się zatrzymam.
W Azerbejdżanie bardzo dużo się buduje, ale jednocześnie bardzo monotonnie. To kraj trawertynem stojący! Ten wysoce pożądany w Polsce w ostatnim czasie materiał stanowi w Azerbejdżanie budulec podstawowy. Powstają z niego domy, domki, mury, murki lub jest po prostu składowany na podręcznej kupce. Występuje chyba tylko w jednej formie – cegiełek o regularnych wymiarach około 20x20x30 cm. Czasami jest zastępowany takimi samymi cegłami z piaskowca, ale 80% budowli to właśnie trawertyn. Musi być tani, albo specyficzna potrzeba intymności skłania Azerów do otaczani się murami właśnie z tego materiału. Jednocześnie jest to materiał równych szans. Buduje się z niego tak samo na najuboższej wsi, jak i w każdym typie miast z Baku włącznie. Co bogatsi gospodarze mury powstałe z trawertynu tynkują lub okładają dekoracyjniejszym materiałem, często rzeźbionym. Mur z trawertynu to jeszcze nic. Jak jest mur, to musi być brama, a ta nie może być byle jaka! O co chodzi zobaczcie na zdjęciach, bo ciężko to opisać.

Co jeszcze ciekawego można zobaczyć w Azerbejdżanie? Jacek ustalił, że niedaleko Baku jest coś, co Google zdefiniowało jako płonące skały. Wyobraźnia podpowiadała nam, że musi to być coś zbliżone do słynnej płonącej dziury w Turkmenistanie. Oczywistym było, że musi być mniejsze, bo wtedy dziura w Turkmenistanie nie byłaby tak znana. Na miejsce oddalone o około 20 km od centrum Baku dotarliśmy szybko i sprawnie. Tam okazało się, że teren jest ogrodzony i stanowi atrakcję jednej z restauracjo-hoteli. Prawdopodobnie jednak bilety, które opłaciliśmy były zwykłą łapówką dla strażników. Rozochoceni, że zaraz zobaczymy coś „łał”, objuczyliśmy się sprzętem fotograficznym i zabraliśmy Parotta. Strażnicy nawet się zaniepokoili, że chcemy filmować z drona, co okazało się niedozwolone, zapewniliśmy ich jednak, że w żadnym wypadku nie zamierzamy robić filmów, a jedynie zdjęcia, co uspokoiło ich sumienia i nie stwarzali już przeszkód. Na miejscu, czyli po przejściu około 100 m okazało się, że owe płonące skały zajmują obszar na jaki można rozwlec przeciętne ognisko. I tak jednak było ciekawie, a nasze rozczarowanie absolutnie nas nie załamało, a co najwyżej rozbawiło.

Tego dnia od rana po drodze do portu szukaliśmy szrotu, sklepu z częściami lub jakiejkolwiek okazji do nabycia brakujących nam lusterka i okna.
Azerzy nie mają czegoś takiego jak szrot. Tutaj wszystko, co chociaż potencjalnie zgodnie z przeznaczeniem nadaje się do jazdy, jeździć powinno. W związku z tym wszystko się naprawia. Do naprawy można użyć również części, które niekoniecznie wydają się być sprawne. Tu przykładem są szyby przednie, które nawet trochę popękane są postrzegane jako jeszcze w zupełności sprawne i stanowią przedmiot obrotu.
Na nasze nieszczęście VW Transporter w Azerbejdżanie jest równie popularny jak Zaporożec w Polsce. Odwiedziliśmy chyba wszystkie warsztaty, które mają choć trochę wspólnego z szybami samochodowymi. Udało nam sie nawet znaleźć samochód identyczny, z kompletnym oszkleniem i lusterkiem, tylko że szyba była pancerna! Od pewnego momentu w poszukiwaniach pomagał nam Azer (to imię, nie tylko narodowość). Wsiadł z nami do busa i woził nas od warsztatu do sklepu z częściami, a w końcu na bazar. Tam udało się znaleźć dość mocno sfatygowaną plexi, która posłuży nam za szybę. Azer robił sobie co chwila z nami selfi i ogólnie bardzo się cieszył, że bierze udział w takim przedsięwzięciu, a na koniec nic od nas nie chciał. Trochę było nam głupio, że tak nic nie chce za pół dnia jeżdżenia. Ostatecznie dostał troche %.  Jako porządny muzułmanin wzbraniał się, bo twierdził, że mu nie wolno, ale w końcu wziął.
Z pleksą „pod pachą” pojechaliśmy do portu. Odnaleźliśmy kasę i dowiedzieliśmy się... niewiele. Prom jest i z tego, co zrozumieliśmy, to właśnie pakuje się pociagami, a pasażerowie i samochody będą mogły wjechać, jak już będzie wiadomo, ile zostało miejsca. A wiadomo będzie, kiedy będzie wiadomo, a więc dopiero jutro, między 11 a 12. Na razie wiedza, która posiadamy, nie nastaraja optymistycznie. Na pokład wchodzi 10 osób, a na liście oczekujących jest 8. Pani w kasie nie powiedziała definitywnie „nie”. Prom z Baku do Aktau kosztuje 110$ od osoby + samochód z kierowcą 100$ za metr długości samochodu. Ech, szkoda, że nie mamy mikroskopijnego japońskiego busika.

Do popołudnia szyba była wymieniona. Nowa jest całkiem przyzwoita i nawet się odsuwa elektrycznie, chociaż jest trochę porysowana.

W tak zwanym międzyczasie napatoczył się tajemniczy jegomość w służbowej koszuli okraszonej pagonami z 4 złotymi gwiazdkami. Poprosił, aby pokazać mu dokumenty celne wozu. To chyba opatrzność, bo ów człowiek wytłumaczył nam, że kaucja nie jest kaucją tylko ubezpieczeniem, a termin 72 godzin jest nieprzekraczalny, bo inaczej będziemy musieli zapłacić 20% wartości auta tytułem kary.
CO w związku z tym udało się ustalić? Musimy zgłosić się do izby celnej i tam otrzymamy coś na kształt meldunku dla samochodu. Potem będziemy mogli czekać w porcie, ile będzie potrzeba.
Przez to całe zamieszanie nie udało nam się za dużo pofotografować. Jutro robimy podejście do grobu inżyniera Pawła Potockiego i kilku kamienic oraz odwiedzimy koniecznie izbę celną. Jesteśmy też umówieni w kasie portu na 11:00. Szykuje się aktywny dzień w Baku.

Janek